Historia
Wyświetleń: 20225
Odpowiedzi: 20
Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
#1
403 lata temu, 09.10.1610r., polska husaria zdobyła Kreml. Warto dodać, że Polacy zrobili to jako jedyni w historii.

Jest to powód do dumy, bo husaria to była jedna z najlepszych formacji wojskowych.

Jednak Polska to nie tylko nieudane powstania, rozbiory itd. To także odsiecz wiedeńska, zatrzymanie bolszewików w 1920, Bitwa pod Cedynią, dokopanie krzyżakom w 1410, to Polscy oficerowie w walce o niepodległość USA, to druga konstytucja na świecie. Można by było wymienić wiele innych wydarzeń, napewno takie znacie.

Były też czasy hańby, oczywiście.

Polecam wam to: [Linki widoczne tylko dla zalogowanych użytkowników!]
[Zaloguj się danymi z serwera lub kliknij by się zarejestrować!]


Przyjrzyjcie się jak to się zmieniało...


Tu Was mogę zdziwić.

M.in. to dzięki JEDNEMU Polakowi udała się operacja "Overlord"(lądowanie w Normandii).

Postaram się to opisać skrótowo, bo jest to dość długa historia...



Roman Czerniawski urodził się w lutym 1910 roku. W wieku 21 lat ukończył słynną dęblińską „Szkołę Orląt” zajmując jedną z pierwszych lokat. Otrzymał przydział jako obserwator do 1. Pułku Lotniczego w Warszawie. Trzy lata później zrobił uprawnienia pilota i odbył zaawansowany kurs pilotażu, co poskutkowało przeniesieniem go do 11 Eskadry Myśliwskiej. W 1936 roku został słuchaczem dwuletniego kursu w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie. Tam zwrócili na niego uwagę oficerowie Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego – słynnej „Dwójki” zajmującej się wywiadem zagranicznym.


Był to "materiał na agenta". Wysoki, przystojny, łatwo nawiązywał kontakty(zwłaszcza z kobietami). Inteligentny, Znał idealnie francuski, niemiecki i angielski.

Po nieudanej kampanii wrześniowej, w której brał udział jako pilot myśliwców, udał się do Rumunii następnie do Francji.

Spotkał tam polskich agentów wywiadu - Mieczysława Słowikowskiego i Wincentego Zarembskiego. Został on kierownikiem przerzutowym w okolicach Tuluzy. Pełnił tę rolę krótko, następnie jego zwierzchnicy skierowali go do Paryża.

Miał pracować dla Aliantów dostarczając informacje nt. tego, co działo się we Francji.


Udało mu się stworzyć siatkę obejmującą całą Francję.

W pewnym momencie pracowało dla niego ponad 200 osób.


W wyniku nieostrożności jednego z agentów, Czerniawski i kilka jego współpracowników wpadło w pułapkę Abhwery.

Gdy spora część jego siatki została złapana(z powodu odnalezienia skrytki z danymi osobowymi agentów - Niemcy dostali informacje o skytce od jednej z agentek, która "pękła"[notabene związana ona była z Czerniawskim]).

Abhwera zaoferowała mu pracę podwójnego agenta. W zamian jego ludzie mieli przeżyć wojnę w obozach jenieckich. Przyjął kryptonim "Brutus".

Po pozorowanej ucieczce udał się do Wielkiej Brytanii. Po przesłuchaniach mających na celu odkrycie, czy nie poszedł na ugodę z Niemcami(które przeszedł pozytywnie) przyznał się do zawiązania współpracy, ale nie ma zamiaru pomagać im.

W ten sposób po skierowaniu do jednego ze specjalnych wydziałów MI5 został podwójnym agentem.

Wedle zasady: "jeśli chcesz kłamać, mów jak najwięcej prawdy" przekazywał kontrolowane, lecz prawdziwe informacje o ruchach aliantów, Abhwerze.

Kapitan Czernikowski został mianowany oficerem łącznikowym generała Eisenhowera. A jego meldunki trafiały bezpośrednio na biurko Hitlera.

W końcu nastało Wielkie Kłamstwo.

Niemcy zdawali sobie sprawę, że wcześniej czy później alianci dokonają inwazji z Wysp na Europę Zachodnią. Nie wiedzieli jednak kiedy i gdzie to nastąpi. Agent „Brutus” przekazał im informację, że lądowanie głównych sił alianckich odbędzie się w rejonie Calais, zaś na wybrzeżu Normandii odbędzie się atak pozorowany.

Niemcy zgromadzili wojska w rejonie Calais i przystąpili do gwałtownej rozbudowy fortyfikacji nabrzeżnych na tym terenie. Rankiem 6 czerwca 1944 roku rozpoczyna się operacja „Overlord”. Na normandzkich plażach oznaczonych kryptonimami Sword, Juno, Gold, Omaha i Utah lądują oddziały brytyjskie, kanadyjskie i amerykańskie. Mimo ciężkich strat udaje im się uchwycić przyczółki i wedrzeć wgłąb lądu. Drugi front w Europie staje się faktem. Powodzenie tej gigantycznej operacji to w dużej mierze zasługa polskiego superagenta, który zmylił Niemców co do miejsca lądowania aliantów.

Niemcy nadal byli przekonani, że jest on lojalny wobec nich. W kolejnych depeszach wytłumaczył im, że wskutek sukcesu „pozorowanego” ataku w Normandii alianci zrezygnowali z lądowania w okolicach Calais.

Później miał informować Niemców nt. rakiet V-2 - gdzie lądują, gdzie je kierować itp.

Oczywiście podawał fałszywe informacje, przez co rakiety lądowały na północ od Londynu.

Kapitan Czerniawski po wojnie został w Wlk. Brytanii. W 1972 roku prawda wyszła na jaw. Po wojnie opublikował książkę pt: „Wielka sieć”, w której opisał swoją wojenną działalność we Francji do chwili aresztowania przez Abwehrę. Książka wpadła w ręce jego dawnego oficera prowadzącego – Oskara Reilego. Napisał on artykuł, w którym zdemaskował Romana Czerniawskiego jako późniejszego lojalnego szpiega Abwehry. Oskarżenia podchwyciła część londyńskich środowisk emigracyjnych.

Wpadł między młot a kowadło.

Sprawę wyjaśnił brytyjski wywiad, sam jego szef potwierdził pracę Czerniawskiego dla Aliantów.


Niewiele wiadomo na temat powojennej działalności polskiego superszpiega. Najprawdopodobniej kontynuował współpracę z brytyjskim wywiadem. Zmarł w Londynie 26 kwietnia 1985 roku.

Dla ciekawskich powiem, że polski 7TP(czy jakoś tak się nazywał ten czołg) jako pierwszy czołg był wyposażony w radiostację.


Bitwa pod Wizną
Wizna 1939: 7-10 września 1939 r.

Bitwa pod WiznąOdcinek "Wizna" nad Narwią jest miejscem, w którym batalion polski przez dwie doby odpierał atak niemieckiej dywizji pancernej. Starcie przeszło do historii jako bitwa pod Wizną lub obrona Wizny . Dowodzący tym odcinkiem, kapitan Władysław Raginis, widząc, że już nie ma żadnych szans na zwycięstwo wydał żołnierzom rozkaz przejść na tyły, a sam popełnił samobójstwo. Walczył on do końca odrzucając możliwość złożenia broni.

Kapitan Raginis posiadał bardzo małe siły i środki do walki z nieprzyjacielem. Były one niewielkie by obronić dziewięciokilometrowy odcinek "Wizna". W ich skład wchodziły: 3 kampania forteczna ciężkich karabinów maszynowych, 8 kampania strzelecka 3 batalionem 135 pułku piechoty oraz pluton konnych zwiadowców, 136 rezerwowa kompania saperów, trzy plutony armat 75 mm, pluton pionierów. W sumie załoga obrony odcinka "Wizna" liczyła siedemset szeregowców i podoficerów oraz dwudziestu oficerów. Uzbrojenie jej składało się z pięciu armat 75 mm, 24 cekaemów, 18 erkaemów i dwóch karabinów przeciw pancernych.

Przeciwnikiem Kapitana Władysława Raginisa był Generał Guderian, który 8 września 1939 zaproponował Naczelnemu Dowództwu, aby XIX korpus pancerny pozostawić pod rozkazami dowódcy Grupy Armii "Północ" i wprowadzić go do walki na lewo od 3 armii przez Wiznę - Bielsk w kierunku na Brześć. Pomysł ten został zaakceptowany przez dowódcę Grypy Armia "Północ", generała Fedora von Bocka i Naczelne Dowództwo. S kład XIX korpusu pancernego był następujący: 3 dywizja pancerna generała von Shweppenburga i 20 dywizja zmotoryzowana generała Wiktorina. Zadaniem tych dywizji był jak najszybsze dotarcie do Wizny i rozpoczęcie ataku. Dodatkowo w skład korpusu weszły: 10 dywizja pancerna generała Schaala oraz brygada forteczna "Lótzen" pułkownika Galla, które walczyły już pod Wizną. Plan przewidywał następująco ugrupowanie sił korpusu: 10 dywizja pancerna, 20 dywizja zmotoryzowana i brygada forteczna "Lotzen" - w pierwszym rzucie; 3 dywizja pancerna - w drugim rzucie. Ogólnie w skład całej załogi liczył czterysta pięćdziesiąt czołgów, setki dział i moździerzy. Czterdzieści trzy tysiące żołnierzy i oficerów. Ponadto korpus wspierany był przez pułk lotnictwa szturmowego.
Na odcinku "Wizna" starły się ze sobą cztery wielkie jednostki Niemców wraz z wsparciem lotniczym oraz armia żołnierzy polskich składająca się z siedmiuset dwudziestu żołnierzy i oficerów.

Żołnierze obrony odcinka "Wizna" przeszli do historii jako bohaterowie, choć ich losy były różne. Niektórzy zginęli, część dostała się do niewoli. Byli też tacy, którym udało się wycofać. Walczyli oni dalej pod Białymstokiem, Kockiem. Z 8 kompani strzeleckiej ocalało tylko 86 żołnierzy. Straty poniósł też pluton konnych zawiadowców oraz artylerzyści odcinka "Wizna". Z 3 kampanii fortecznej ocalały jedynie załogi pododcinka "Giełczyn" dowodzonego przez Witolda Kiewlicza. Dołączył do nich pluton pionierów oraz wielu pojedynczych żołnierzy spośród łącznościowców i artylerzystów. Ok. 70 pozostałych przy życiu żołnierzy kompanii fortecznej wzięto do niewoli. Jeńców obrony odcinka "Wizna" przewieziono do Białej, a następnie do Kętrzyna, gdzie umieszczono ich w wiezieniu. Nie wiadomo jakie straty poniosła załoga niemiecka. Jest pewne, że są one duże.

Raginis, około godziny 12 w południe 10 września, rozkazał swoim żołnierzom złożyć broń i oddać się do niewoli.





Zapraszam do dyskusji nt. Polski, naszej historii i tego, z czego powinniśmy być dumni jako Polacy.


Ubi lex, ibi poena
Odpowiedz
#2
Wandalowie:

Grupa plemion wschodniogermańskich, zamieszkująca przed Wielką wędrówką ludów Europę Środkową (dzielili się na Silingów i Hasdingów, część badaczy jako wandalskie zalicza też plemiona Wiktofalów, Lakringów i Hariów[1]). W noc sylwestrową 406 roku wraz ze Swebami i Alanami przekroczyli zamarznięty Ren w pobliżu Moguncji[2], po czym przez trzy lata pustoszyli Galię. W trakcie dalszej wędrówki po Cesarstwie dotarli do Północnej Afryki, gdzie po zdobyciu Kartaginy założyli swoje własne państwo (439 r.). Przetrwało ono sto lat i zostało ostatecznie podbite przez Cesarstwo Bizantyńskie w latach 533-534.
Wandalowie w Europie Środkowej

Obecnie wśród badaczy dominuje pogląd o związku Wandalów[3], przebywających od III w. p.n.e. na ziemiach polskich[4], z ludnością kultury przeworskiej. Stanowili istotny komponent wieloetnicznego Związku Lugijskiego[5].

W czasie wywołanej najazdem Hunów (od 375 r.) wędrówki ludów część Wandalów (Hasdingowie) sprzymierzyła się z irańskojęzycznym ludem Alanów i dotarła na obszary między Dunajem i Cisą. W czasie wędrówki na południe zasiedlali tereny południowo-wschodniej Polski i założyli swą nekropolię w Prusieku, pierwszą rozpoznaną w polskich Karpatach[6][7].
Afrykańskie państwo Wandalów

Information icon.svg Osobny artykuł: Najazd Wandalów na Afrykę Północną.
Information icon.svg Osobny artykuł: Królowie Wandalów.

Hasdingowie przekroczyli w noc sylwestrową 406 r. Ren w rejonie Mogontiacum (Moguncji) i znaleźli się na ziemiach cesarstwa rzymskiego. W 409 r. dotarli do Hiszpanii, podczas gdy inne odłamy Wandalów dotarły do Dacji i Panonii. W 416 r. zawarli z przybyłymi wcześniej do Hiszpanii, Alanami (plemię sarmackie) unię personalną; ich królowie nosili odtąd tytuł rex Vandalorum et Alanorum ("król Wandalów i Alanów"). Z Półwyspu Iberyjskiego pod wodzą Genzeryka przeprawili się przez Cieśninę Gibraltarską (w sile ok. 80 000 ludzi) do Afryki Północnej w 429, gdzie utworzyli – po zdobyciu Kartaginy w 439 – kwitnące aż do 477 r., państwo Wandalów i Alanów, które obejmowało Mauretanię, wyspy Morza Śródziemnego wraz z Sardynią, Korsyką i czasowo Sycylią. Wandalowie żyli z łupów i piractwa, które zagrażało całemu basenowi Morza Śródziemnego.

W 455 roku złupili w jednym wypadzie Rzym, a ogromne skarby przewieźli do Kartaginy. Było to odwetem za pogwałcenie traktatu zawartego między Genzerykiem, a cesarzem rzymskim, Walentynianem III. Jeden z punktów mówił o zaślubinach córki cesarskiej, Eudokii, z synem Genzeryka, Hunerykiem. W czasie wyprawy porwano ją i wywieziono do państwa Wandalów, gdzie została żoną królewskiego syna. Kolejni cesarze i wodzowie rzymscy podejmowali bezskuteczne wyprawy przeciwko Wandalom. Teodoryk, król Ostrogotów i władca Italii, zawarł z Wandalami pokój.
Upadek Królestwa Wandalów

Information icon.svg Osobny artykuł: Wojna Cesarstwa Bizantyńskiego z Wandalami.

Na początku lat 30. VI wieku cesarz bizantyjski Justynian postanowił pokonać Wandalów. By odwrócić uwagę przeciwnika, wywołano bunt ludności na Sardynii. Gdy Wandalowie zajmowali się tłumieniem buntu, wojsko bizantyjskie w sile 15 000 żołnierzy wylądowało w Afryce. Belizariusz, dowódca wojsk bizantyjskich, pokonał Wandalów w dwóch bitwach pod Kartaginą. Król Wandalów, Gelimer, zamknął się w twierdzy numidyjskiej, ale wzięto go głodem. Został przewieziony do Konstantynopola, gdzie zamieszkał w podarowanym mu majątku. Wiedząc, że nie ma szans na obronę królestwa Wandalów, pozwolił na włączenie go do cesarstwa. Jego żołnierzy wcielono do armii cesarskiej, gdzie szybko stracili swą odrębność.

Niestety, dzieje Wandalów znamy jedynie z dokumentów pozostawionych przez ich zwycięzców oraz innych ludów germańskich, takich jak Frankowie, Gotowie i Longobardowie. Wandalowie podobnie jak większość Germanów w czasie wielkiej wędrówki ludów byli arianami. Arianizm zwalczany był przez Kościół katolicki jako herezja. Przeciwnicy i zwycięzcy Wandalów skazali ich na zapomnienie, tym bardziej, że w dalszej historii tego ludu nie znalazł się już żaden władca równie wybitny jak Genzeryk. Pisma Wandalów i ich tradycja kulturalna zostały zniszczone, a oni sami wtopili się bez śladu w miejscową ludność mauretańską i łacińskojęzyczną. Część została deportowana do Italii. Ich losy znamy przede wszystkim z opisów katolickich pisarzy takich jak Fulgencjusz z Ruspe i Wiktor z Wity.
Dziedzictwo etymologiczne

Od zniszczeń pozostawionych po najeździe na Rzym (w poszukiwaniu metalu Wandalowie wyrywali żelazne klamry spinające kamienie, z których zbudowane były budynki, powodując ich rychłe zawalenie) nazwa plemienna wandal stała się synonimem osobnika niszczącego wszystko na swojej drodze. W języku polskim dla rozróżnienia stosuje się dwie formy: Wandalowie na określenie członków plemienia oraz wandale na określenie osób bezcelowo niszczących różne dobra, czyli oddających się wandalizmowi.

Jedna z hipotez wywodzi nazwę południowej części Hiszpanii, Andaluzji od zniekształconego przez Arabów określenia Vandolita (teren Wandalów).
Świadectwa piśmiennictwa

Mało wiadomo o języku wandalskim. Dialekt prekmurski uznawany czasem za język słoweński zwano czasem dawniej językiem wandalskim. W latach 1669-1686 na ziemi słupskiej wydzielono Okręg Wandalski, wśród poddawanej zniemczeniu lokalnej ludności słowiańskiej, z odprawianymi polskimi nabożeństwami dla ludu określanego jako Wenden (łac. Vandali) lub Cassuben[8].


Żródło: [Linki widoczne tylko dla zalogowanych użytkowników!]
[Zaloguj się danymi z serwera lub kliknij by się zarejestrować!]



NAPRAWDĘ WARTO PRZECZYTAĆ!!!


[Linki widoczne tylko dla zalogowanych użytkowników!]
[Zaloguj się danymi z serwera lub kliknij by się zarejestrować!]



NAPRAWDĘ WARTO PRZECZYTAĆ!!!


Odpowiedz
#3
1 marca - Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.
Tego dnia w 1951 roku w więzieniu mokotowskim wykonano wyrok śmierci na siedmiu członkach IV Komendy Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”.

W latach 1944 – 1956 przez różnego rodzaju formacje podziemia niepodległościowego przeszło ok. 180 – 200 tys. Polaków. Niemal połowa z nich kontynuowała walkę rozpoczętą 1 września 1939 r. w powstałej we wrześniu 1945 r. ogólnopolskiej organizacji Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość (WiN), stanowiącej kontynuację Armii Krajowej. Kolejną, ogólnopolską organizacją zbrojną było Narodowe Zjednoczenie Wojskowe, w którym znalazło się ok. 40 tys. osób. Najmniejszą, z ogólnopolskich formacji zbrojnych i politycznych, była Organizacja Polska, której podlegały Narodowe Siły Zbrojne (w latach 1945 – 1947 liczyły nie więcej niż 10 tys. ludzi).

W 1945 r. w lesie przebywało 13-17 tys. osób, w 1946 r. 6600-8600, zaś po amnestii, w latach 1947-1950 przez oddziały przewinęło się do 1800 partyzantów. Po 1950 r. walkę z bronią w ręku kontynuowało jeszcze 250-400 osób, z tym że po 1953 r. poza kilkoma wyjątkami nie tworzyli oni już grup o charakterze partyzanckim. W sumie przez stałe oddziały leśne przewinęło się w całym omawianym okresie ponad 20 tys. partyzantów.

W końcu 1945 r., po objęciu kontrolą przez polskich komunistów wszystkich terenów przyznanych Polsce, było już ok. 24 tys. funkcjonariuszy bezpieczeństwa, 29 tys. oficerów i żołnierzy KBW oraz 56 tys. milicjantów.
Choć rodzimy aparat bezpieczeństwa rozbudowywano z wielkim rozmachem, to nie był on w stanie samodzielnie ustabilizować władzy komunistycznej w Polsce. Dlatego przez pierwsze dwa lata Polski Ludowej główny ciężar walki z podziemiem wzięli na siebie Sowieci. W połowie 1945 r. w Polsce stacjonowało 15 pułków Wojsk Wewnętrznych NKWD liczących ok. 35 tys. żołnierzy, co stanowiło 43 proc. wszystkich sił NKWD obecnych w Europie Środkowej.

W latach 1945-1947 najaktywniejszą działalność zbrojną prowadziły oddziały i bojówki podziemia w najsłabiej zurbanizowanej, wschodniej części Kraju. Na Białostocczyźnie, Lubelszczyźnie, Rzeszowszczyźnie i wschodnim Mazowszu przez cały ten okres podziemie było drugą władzą. Komuniści kontrolowali miasta wojewódzkie i powiatowe, ale w terenie rządzili leśni. Do kwietnia 1947 r. żołnierze podziemia rozbili ponad 1300 posterunków MO.

Na początku 1947 r. podziemie niepodległościowe znalazło się w głębokim kryzysie. W wyniku ogłoszonej 22 lutego 1947 r. amnestii z podziemia wyszło 53 517 osób, działalność swą ujawniło też 23 257 osób przetrzymywanych w więzieniach i aresztach. Łącznie amnestia objęła 76 574 osoby.
W końcu kwietnia 1947 r. zakończył się okres obowiązywania amnestii, przestało też istnieć masowe, wpływowe podziemie. W lesie pozostało od 1100 do 1800 ludzi, którzy w najmniejszym stopniu nie stanowili już realnego zagrożenia dla władzy.

W okresie od zakończenia amnestii do końca 1953 r. dysponujący dużym doświadczeniem funkcjonariusze bezpieczeństwa stanęli przed pozornie prostym zadaniem zlikwidowania małych, najczęściej niezwiązanych już z żadną formalną organizacją grup partyzanckich. Cel ten okazał się jednak trudny do osiągnięcia. W podziemiu zostali najaktywniejsi dowódcy i żołnierze, o największym stażu partyzanckim, niemogący liczyć na łaskę komunistów. Wobec alternatywy: wyrok śmierci lub wieloletnie więzienie bądź dalsza walka - wybierali trwanie w lesie. Działali przy pomocy ludzi najbardziej zaufanych. Funkcjonariusze UB i żołnierze KBW mieli więc przed sobą przeciwnika doświadczonego, silnie zmotywowanego, dysponującego stosunkowo wąskim, lecz trudnym do penetracji zapleczem. Z tej przyczyny pomimo wielkiego wysiłku militarnego i skomplikowanych kombinacji operacyjnych ostatnie oddziały zostały rozbite dopiero w 1953 r.

Po 1953 r. w lesie pozostali partyzanci ukrywający się pojedynczo lub w 2-3-osobowych grupkach, którzy jedynie w wyjątkowych wypadkach przeprowadzali akcje z bronią w ręku. Byli oni systematycznie zabijani lub wyłapywani, a nieliczni, którym się udało dotrwać do jesieni 1956 r., korzystając z zachodzących przemian, wyszli z podziemia. Po tej dacie w lesie zostało sześciu partyzantów. Ostatni z nich, sierż. ]ózef Franczak „Lalek”, zginął w październiku 1963 r. w obławie Służby Bezpieczeństwa i Zmotoryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej.

Ponad 20 tys. „Żołnierzy Wyklętych” zginęło po wojnie z bronią w ręku, kolejnych tysiące trafiło do więzień komunistycznych, gdzie także czekała ich śmierć (w sumie w latach 1944-1955 wykonano ok. 4500 wyroków śmierci, spośród ponad 8 tys. orzeczonych). Kolejne setki tysięcy przeciwników reżymu trafiło do więzień i obozów pracy, z wieloletnimi wyrokami.

Przyjmuje się, że podczas „walk o utrwalenie władzy ludowej” zginęło blisko 12 tys. członków polskich formacji mundurowych (UB, KBW, MO, WP, ORMO) oraz 1 tys. żołnierzy Armii Czerwonej i funkcjonariuszy NKWD.

Źródło: Atlas Polskiego Podziemia Niepodległościowego 1944 – 1956.

Polecam: [Linki widoczne tylko dla zalogowanych użytkowników!]
[Zaloguj się danymi z serwera lub kliknij by się zarejestrować!]


Ubi lex, ibi poena
Odpowiedz
#4
Ciekawa zbieżność: dziś 66. rocznica zamordowania rtm. Pileckiego z rąk komunistów i umiera gen. Jaruzelski - ostatni prezydent PRL(w dniu śmierci Rotmistrza miał stopień kapitana).


Ubi lex, ibi poena
Odpowiedz
#5
Sprawiedliwość Zawsze wygra Simle


Odpowiedz
#6
Czytałem, że gdyby nie wprowadził stanu wojennego to by Rosjanie sami do nas wjechali i zrobili nam drugą Czechosłowację, a sami Czesi chcieli zemsty za '66... :I


Ubi lex, ibi poena
Odpowiedz
#7
Czytajcie i zapamiętajcie - w szkole tego nie uczą, trzeba szukać ;P

Jak polski szpieg Kazimierz Leski wykradł plany Wału Atlantyckiego...


Był jednym z asów polskiego wywiadu. Podróżował po III Rzeszy podając się za niemieckiego porucznika. Jednak po pewnym czasie uświadomił sobie, że im wyższa ranga fałszywej tożsamości tym łatwiej oszukać Niemców. Dlatego powstał gen. Julius von Hallman, któremu Niemcy sami przekazali plany Wału Atlantyckiego. Po małym zamęcie wywołanym zniknięciem von Hallmana, Leski powrócił tym razem jako Karla Leopolda Jansena. W 1944 roku dowodził kampanią w Powstaniu Warszawskim. Niemcy nigdy go nie złapali.


Kazimierz Leski urodził się 21 czerwca 1912 roku w Warszawie, jako syn inżyniera Juliusza Leskiego. Otrzymał solidne wykształcenie uczęszczając najpierw do VIII Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie, a potem studiując na Wydziale Mechanicznym potem Państwowej Wyższej Szkoły Budowy Maszyn i Elektroniki. W 1936 roku wyjechał do Holandii, gdzie pracował w stoczniach jako inżynier. Tam na zamówienie Polskiej Marynarki Wojennej uczestniczył w projektowaniu łodzi podwodnych ORP "Orzeł" i ORP "Sęp". Był doskonałym poliglotą- znał perfekcyjnie język niemiecki, angielski i francuski oraz holenderski w stopniu komunikatywnym ..
W obronie wrześniowej brał udział jako pilot samolotu Lublin R-XVIII F. Jednak nie poszczęściło mu się i już 17 września został zestrzelony przez czerwonoarmiejców i wzięty do niewoli. Dzięki sprytowi błyskawicznie zbiegł z niewoli. Po powrocie do Warszawy szybko dołączył do konspiracji, która dopiero nabierała kolorytu. Najpierw działał w organizacji wywiadowczej Muszkieterzy, po jej rozwiązaniu jak wielu innych przeszedł do Związku Walki Zbrojnej (ZWZ), dokładnie do oddziału Informacyjno-Wywiadowczego. Pełnił tam kilka funkcji, między innymi powołał do życia Sektor odpowiedzialny za prześwietlanie i zbieranie Informacji o niemieckich siłach wywiadowczych, w których skład wchodziła Sicherheitspolizei , czyli Policja bezpieczeństwa, Abwehry-niemiecki wywiad wojskowy oraz Gestapo. Dodatkowo pełnił funkcję szefa referatu "998", czyli działu bezpieczeństwa centralnego AK. Z początku oddział był odpowiedzialny za utrzymywanie łączności z więzieniami, w których zostali osadzeni członkowie podziemia. Pod koniec 1943 roku komórka objęła wszystkie sprawy dotyczące bezpieczeństwa AK. Leski udzielał się także w Biurze Studiów Wojskowych Oddziału II, gdzie kierował działem "Komunikacja" odpowiadającym za kontrolowanie całego transportu od samochodowego do wodnego na terenie III Rzeszy i przyłączonych do niej obszarów.
Podróże Kazimierza Leskiego rozpoczęły się od piekielnie niebezpiecznej komórki "666". Była ona odpowiedzialna za przecieranie lądowych szlaków przerzutowych dla kurierów AK, którzy pokonywali tysiące kilometrów w drodze do Wielkiej Brytanii, gdzie urzędował tymczasowych rząd na emigracji i często z powrotem do Polski. Na początku wojny podróżowano przez Rumunię, Węgry i dalej na Zachód. Lecz podróż taką trasą okazywała się trwać zbyt długo. Po wyzbyciu się oporów stworzono nową, szybszą i o wiele bardziej niebezpieczną. Wiodła ona przez terytorium III Rzeszy, Francję, Hiszpanię i przez brytyjski Gibraltar, a potem już drogą powietrzną do Wielkiej Brytanii. Leski znając realia podróży po Europie Zachodniej z podrabianymi dokumentami stwierdził, iż łatwiej pracowałoby mu się gdyby został członkiem Wermachtu. Tak też zrobił...został porucznikiem Wermachtu. W tym przebraniu odbył kilka misji do Brukseli i. Paryża. Po jakimś czasie uświadomił sobie, że był to strzał w dziesiątkę, ale czym wyższa ranga fałszywej tożsamości tym Niemcy łatwiej dają się oszukać. I tak powstał gen. Julius von Hallman. Leski zaopatrzony w wyśmienicie podrobiony zestaw generalskich dokumentów, ręki cichociemnego Stanisława Jankowskiego i ubrany w idealnie odwzorowany mundur generalski, rozpoczął podróżne po Europie.

Generał Hallman był wybitnym specjalistą w dziedzinie umocnień, dlatego często odwiedzał Francję, a dokładnie Paryż gdzie mieścił się sztab gospodarczy armii marszałka Gerda von Rundstedta. W sztabie służył nieocenioną pomocą dla inżynierów budujących umocnienia na wybrzeżach Atlantyku. Pewnego razu, przy kolejnej wizycie złożył sztabowcom propozycje zorganizowania przedsiębiorstwa, przeznaczonego do budowy umocnień na zachodnim wybrzeżu Francji. Po krótkim zastanowieniu zgodzili się, dostarczając przebranemu Leskiemu dokładne plany umocnień i zaliczkę w kwocie 500 marek. I w tym momencie nastąpiło coś niezwykle dziwnego, generał Hallman przepadł w niewyjaśnionych okolicznościach. Niemcy byli zdezorientowani. Nie dość, że zgubili wysokiej rangi oficera, to jeszcze razem z nim ściśle tajne plany budowy ogromnego systemu umocnień. Na nogi postawiono wszystkie jednostki Gestapo i Abwehry stacjonujące we Francji. Jednak po generale nie zostało ani śladu, co było wysoce nieprawdopodobne. Dopiero cała sprawa wyjaśniła się po skontaktowaniu z macierzystą jednostka von Hallmana, stacjonującą na froncie wschodnim. Okazało się bowiem, że ktoś taki jak gen. Julius von Hallman nigdy nie istniał.

Jasne było, że po zdobyciu i przekazaniu na początku roku 1943 planów Wału Atlantyckiego gen. Hallman musiał zniknąć ze sceny. Jednak Leski nie zrezygnował tak łatwo z dalszego ośmieszania Niemców. Zmieniwszy wygląd, powrócił za kilka miesięcy do Paryża jako gen. Karl Leopold Jansen. Oczywiście z nowymi dokumentami i co najważniejsze już nie odwiedzał sztabu Gerda von Rundstedta. W skórze Karla Jansena jeszcze przez kilka miesięcy działał w wywiadzie.
Po powrocie do Polski, stanął do walki w powstaniu warszawskim jako dowódca stworzonej przez siebie kompanii batalionu Miłosz, z którą między innymi brał udział w zdobywaniu gmachu YMCA. Po kapitulacji uciekł z kolumny jenieckiej.

W chwili wejścia Sowietów do Polski, podjął pracę w Stoczni Gdańskiej, utrzymując cały czas kontakt z podziemiem. Pełnił funkcję szefa sztabu obszaru zachodniego Delegatury Sil Zbrojnych. Podczas pierwszego aresztowani udało mu się zbiec. Mniej szczęścia miał w lipcu 1945 roku, gdy został aresztowany po raz drugi drugi przez UB. Skazano go na 12 lat więzienia. Wyrok zmniejszono do sześciu lat. Po odbyciu kary Kazimierza Leskiego skazano ponownie na 10 lat "Za współpracę z okupantem". Wyszedł po odbyciu niespełna polowy kary, w 1955 r.

Co najważniejsze, Kazimierz Leski nigdy nie został rozpracowany przez Niemców. Może dlatego, że w różnych okresach działał jako : "37", "Bradl", "Leon Juchniewicz", "Karol Jasiński", "Juliusz Kozłowski", ". Gen. Julius von Hallman", ". Gen. Karl Leopold Jansen", oraz "Jules Lefebre". Za męstwo został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari i 3-krotnie Krzyżem Walecznych. W 1995 r.. Instytut Yad Vashem przyznał mu tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Zmarł 27 maja 2000 r. i został pochowany na Starych Powązkach.


Ubi lex, ibi poena
Odpowiedz
#8
rok 1000. koronacja "pierwszego" króla Polski, Bolesława I Chrobrego.

Str. 144 "Roczniki" Długosza - [Linki widoczne tylko dla zalogowanych użytkowników!]
[Zaloguj się danymi z serwera lub kliknij by się zarejestrować!]
(wytłuszczony druk - ogólny opis koronacji)
Str. 146 "Roczniki" Długosza - [Linki widoczne tylko dla zalogowanych użytkowników!]
[Zaloguj się danymi z serwera lub kliknij by się zarejestrować!]
(od początku strony - dokładny opis koronacji)
Zwróćcie uwagę, że Otto koronuje Bolesława swoją CESARKĄ koroną CESARZA RZYMSKIEGO.
(na stronie 146 pod koniec jest też opisane godło Polski)
Podobno (ja tego nie czytałem) Paweł Jasienica w "Polsce Piastów" opisuje wyprawę do grobu Karola wielkiego, skąd Bolesław zabiera tron cesarki, a według opisu Długosza, koronę cesarką już miał.

W z wiązku z okresem Bolesława Chrobrego, jeszcze coś pokaże Simle

Banmer, nie radze czytać, aż tak dokładnie wikipedii.


Odpowiedz
#9
[Linki widoczne tylko dla zalogowanych użytkowników!]
[Zaloguj się danymi z serwera lub kliknij by się zarejestrować!]

w sumie mało treściwy filmik, ale jednak, i do tego ładnie zrobiony
o polsce


Odpowiedz
#10
Lopi jak zwykle opisuje teorie spiskowe, hipotezy i domysły :P

Tu bardziej chodzi o konkrety ;)


Ubi lex, ibi poena
Odpowiedz



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości Kontakt z właścicielem serwisu. Napisz do nas... Wyślij
Menu